Psychologia, Rozwój

„Shadow work”, czyli jak pracować z cieniem i utulić to, co domaga się uwagi

Cień Kobiety

„To nie będzie ani łatwe, ani przyjemne. Pobrudzisz się i doświadczysz kontaktu z uczuciami, z którymi na co dzień nie masz ochoty obcować. Ale warto.” – takie słowa usłyszałam od jednej ze znajomych mentorek, którą poznałam na magicznej wyspie Bali, będącej jednym ze światowych centrów duchowości. Miałam okazję poznać tam trenerów, przewodników i coachów z całego świata, wśród których pewien temat przewijał się najczęściej. Była to praca z cieniem, czyli „shadow work”.

Cień KobietyTermin bynajmniej nie nowy, bo zaczerpnięty z psychologii analitycznej Carla Gustava Junga, rozwijanej w pierwszej połowie XX wieku. Temat, który już jakiś czas temu sporo namieszał w przestrzeni współczesnej duchowości. Interesujące, że zbiegł się mocno z gigantycznymi przemianami, które zachodzą dzisiaj zarówno na poziomie jednostkowym, jak i kolektywnym. Te wielkie, światowe transformacje rodzą się bowiem z wystawienia na światło dzienne tego, co do tej pory ukrywaliśmy: kolektywnych ran i traum oraz ciemnych obszarów historii. Właśnie po to, aby je uzdrowić i oczyścić. Istnieje wiele możliwości pracy z cieniem, ale zanim po nie sięgniemy, spróbujmy przyjrzeć się bliżej samemu terminowi.

Kiedyś końcu trzeba zejść do tej piwnicy…

Wyobraź sobie dom o kilku jasnych, przestronnych pokojach. Mieszkasz w nim od dawna, wiesz więc dokładnie, jak wygląda, co się w nim znajduje i które pomieszczenia pokażesz gościom, kiedy cię odwiedzą. Ale w twoim domu znajduje się jeszcze jedna kondygnacja: piwnica, do której przetransportowałeś wszystkie niepotrzebne przedmioty: te, których nie lubisz, których się wstydzisz i raczej nie spodobałyby się Twoim gościom. Nie wystawiasz przecież na pokaz tego, co zepsute, stare, brudne. Zamknąłeś piwnicę na cztery spusty, zakopałeś klucz w ogródku i postanowiłeś do niej nigdy więcej nie zaglądać. Jest tam ciemno, wilgotno, przedmioty niszczeją coraz bardziej. I właściwie mógłbyś o piwnicy zapomnieć, gdyby nie ten nieprzyjemny zapach, który co jakiś czas ci o niej przypomina. Co z tym fantem zrobić? Oczywiście… oczyścić. Żeby zainicjować ten proces, musisz na powrót otworzyć piwniczkę i przede wszystkim wpuścić do niej światło. A potem… potem już tylko rozpocząć porządki.

W psychologii Junga cień to archetyp, który oznacza „ciemną stronę” naszej psychiki – wypartego, odrzuconego brata, o którym wolelibyśmy zapomnieć. Już wcześniej mówił o niej Zygmunt Freud, nadając miano „id”, czyli nieświadomości indywidualnej. Jest ona rezerwuarem wszystkich tych emocji i energii, które zostały wyparte, odrzucone, niezautoryzowane przez nasze świadome „ja.” Jako jednostki, tworzymy na własne potrzeby osobowość, którą prezentujemy światu. I choć bardzo chcielibyśmy mieć ten wizerunek pod kontrolą, to jest to zwyczajnie niemożliwe. W sytuacjach, w których nasz umysł zostaje uśpiony (takich jak afekt, wpływ alkoholu, czy nawet zwykła rozmowa, która nieświadomie aktywuje ukryte rany) nasza ciemna strona dochodzi do głosu. Zdarza jej się też krzyczeć, czasem bardzo głośno.

Jak narodził się nasz „ciemny brat”?

Zygmunt Freud w swojej teorii psychoanalizy również znalazł miejsce na to, co wyparte i odrzucone. Wybitny psychoanalityk twierdził, że to przestrzeń, która rodzi się w wyniku stłumienia „ciemnych” emocji jednostkowych (pisze o tym Jean Monbourquatte w swojej książce „Oswoić swój cień”). Jung poszedł w swoich rozważaniach nieco dalej. Jego badania nad mitami, snami, a nawet rysunkami dzieci doprowadziły go do jeszcze jednego źródła cienia – źródła, które nazwał „nieświadomością zbiorową”. Określał je jako zbiór wyobrażeń i tematów wspólnych dla wszystkich cywilizacji i nazwał „archetypami”. Cień miał być właśnie jednym z tych archetypów. Nawiasem mówiąc to odkrycie Junga zakończyło długoletnią przyjaźń obydwu badaczy a Freud uznał swojego niegdysiejszego ucznia za heretyka, który odrzucił dogmaty i przekonania szkoły freudowskiej.

Wracając jednak do kolektywnego źródła cienia: od dzieciństwa społeczeństwo uczy nas, co jest dobre, a co złe, co wypada, a co nie. Od pierwszej chwili, kiedy rodzimy się na planecie zwanej Ziemią, zasysamy z zewnątrz informacje od „strażników socjalizacji”, czyli wszystkich tych, którzy uczą nas norm obowiązujących w rzeczywistości. Strażnikami mogą być rodzice, nauczyciele, księża, media itd.  To między innymi dzięki nim, kiedy przychodzą do nas myśli czy emocje uznane za niedozwolone, spychamy je naszej „piwniczki”, skutecznie blokując i starając się o nich zapomnieć. W dzieciństwie ten bagaż jest jeszcze stosunkowo niewielki i jesteśmy sobie w stanie z nim poradzić. Jednak z biegiem czasu, kiedy ilość wypartego materiału się nawarstwia, dużo ciężej nam funkcjonować bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym i fizycznym.

Jung twierdził, że tłumiony cień może prowadzić do poważniejszych zaburzeń osobowości, nerwicy, a nawet psychozy. W wielkim skrócie: im cień mniej uświadomiony, tym ciemniejszy.

Rozpoznanie własnego cienia

Wspomniany już wcześniej Jean Monbourquette podaje kilka strategii rozpoznania własnego cienia. Jedną z nich jest zadanie sobie kilku wnikliwych pytań i uważna obserwacja siebie i swoich reakcji w konkretnych sytuacjach. Do rzeczonych pytań należą między innymi:

  • Które aspekty mojego społecznego (zewnętrznego) „ja” uważam za najbardziej udane i jakie inne cechy muszę tłumić, aby podkreślić te pozytywne?
  • Jakich tematów unikam w rozmowach z innymi?
  • W jakich sytuacjach staję się nerwowy, wycofany, przewrażliwiony?
  • W jakich sytuacjach czuję się gorszy? Jakich cech brakuje mi, albo jakie cechy posiadam w nadmiarze, skoro czuję się gorszy?
  • W jakich sytuacjach czuję się zakłopotany?
  • Jak reaguję na krytykę? Irytacją? Zdenerwowaniem? Czy czuję się urażony, kiedy ktoś mnie krytykuje?

 

Pytania te pomagają nam zdjąć i odłożyć na chwilę na bok nasze zewnętrzne maski, którą nosimy na co dzień i prezentujemy światu, a tym samym dostać się to przestrzeni zawierającej to, co staramy się ukryć przed innymi.

Sam Jung zwracał uwagę to, jak ważne jest przyglądanie się temu, w jaki sposób oceniamy innych ludzi. Bardzo często to, co szczególnie drażni nas w innych, jest naszym własnym, ciemnym bratem. Rozpoznanie cienia odbywa się więc za pomocą wnikliwej obserwacji. Jednocześnie warto pamiętać, aby w tym trudnym procesie zaopatrzyć się w duże pokłady czułości i łagodności. Są one niezbędne, aby przetrwać proces, który często wiąże się z dużą ilością cierpienia i procesowania trudnych emocji.

Metody pracy z cieniem

Aby uruchomić proces integracji cienia, należy go oświetlić, a następnie zaakceptować. Jung nie miał na ten proces złotego lekarstwa. W jednym ze swoich listów dotyczących metody pracy z cieniem pisał, że jest to kwestia trudna i że nie istnieje żadna znana technika, która byłaby skuteczna w stu procentach. Jedyną drogą jest właściwe nastawienie i regularne konfrontowanie się z cieniem, aż do momentu, w którym zostanie on zintegrowany z resztą naszej psychiki.

I w tym miejscu na scenę wchodzi współczesna duchowość. Jeśli bowiem przyjmujemy (za Jungiem i Freudem), że przestrzeń zwana cieniem to rezerwuar wypartej energii i emocji, to poprzez oświetlenie możemy do nich dotrzeć i je uwolnić. Techniki, które w takich sytuacjach są najskuteczniejsze, aktualnie zyskują popularność na całym świecie. Wszystkie służą do tego, aby poprzez wyłączenie świadomego umysłu skontaktować się ze światem podświadomości i dotrzeć do emocji, które zostały zatrzymane w naszym ciele.

Taniec intuicyjny

Jedną z tych metod jest taniec intuicyjny, nazywany również tańcem ekstatycznym czy swobodnym. Znany od tysięcy lat, wykorzystywany w wielu tradycjach i religiach na całym świecie, często rytualnie, polega na wyłączeniu świadomego umysłu i podążaniu za ruchami naszego ciała. Jak sama nazwa wskazuje, podczas tańca ekstatycznego nie prowadzą nas żadne konkretne, usystematyzowane kroki ani choreografia. Jedyną zasadą jest wyostrzenie zmysłów w taki sposób, aby świat zewnętrzny przestał istnieć, a ciało prowadziło nas w dokładnie w takim kierunku, w jakim sobie tego życzy. Zmiana steru z umysłu na ciało pozwala na wejście w przestrzeń poza kontrolą umysłu i pracę z najbardziej subtelnymi energiami, które skutecznie zastygły w naszym ciele. Pomaga też, aby w czułym, swobodnym ruchu objąć je, zaakceptować, a następnie rozpuścić.

Praca z oddechem (breathwork)

W określeniu „breathwork” zawierają się wszelkiego typu techniki pracy z oddechem, które pozwalają na większe samopoznanie i – podobnie jak taniec intuicyjny – dotarcie do obszarów psychiki, które mieszczą się poza świadomym „ja”. Metody są różne, ale najczęściej polegają na rytmicznym oddechu w określony sposób (czasem towarzyszą temu dźwięki muzyki czy bębnów). Z doświadczenia wiem, że podczas sesji oddechowych dzieją się rzeczy niesamowite. Częstymi reakcjami są płacz, śmiech czy wizje, które pomagają w pracy nad zastygniętymi emocjami.

Pisanie dziennika (journaling)

Pisanie strumieniem świadomości, bez kontroli nad kształtem, stylem i poprawnością gramatyczną, jest potężnym narzędziem do rozłupania skamieniałych struktur naszej psychiki i dotarcia do miękkich, delikatnych emocji, które domagają się oświetlenia fleszem uwagi i czułości. Dzięki odpowiedniej intencji, przenoszenie myśli na papier przypomina proces alchemiczny, w którym transformujemy to, co ciemne i zawstydzające w to, co zaakceptowane i uwolnione. Pisanie możemy zacząć od takich pytań jak: „Co czuję w tym momencie?”, „Dlaczego tak się czuję”? Te na pozór proste tematy otwierają przestrzeń do głębokiego samopoznania.

Terapia dźwiękiem (sound healing)

Podczas sesji terapii dźwiękiem (z wykorzystaniem różnych instrumentów, takich jak gongi czy misy tybetańskie), kiedy nasz umysł zostaje otulony wibracjami i uspokojony, mogą pojawić się wizje dotyczące wypartych myśli, zdarzeń, emocji. Dzięki takim niekontrolowanym podróżom poza świadomością, również mamy szansę na dotarcie do przestrzeni, które ukryliśmy przed światem zewnętrznym i przed sobą.

„To nie jest łatwe, to nie jest przyjemnie, ale warto”

Tematyka związana z pracą z cieniem jest rozległa i warto eksplorować ją we własnym zakresie, szukając metod, które najlepiej działają na nas samych. Niezależnie od tego, jaką metodę pracy z naszym „ciemnym bratem” wybierzemy, pamiętajmy o tym, że w integracji cienia chodzi głównie o akceptację i utulenie w nas tego, co wcześniej odrzuciliśmy i brutalnie od siebie odepchnęliśmy. Cień jest tym, co ukryte. Jeśli z łagodnością damy dojść do głosu tym emocjom, które zostały przez nas wyparte, rozpoczniemy proces uzdrowienia. Tak, jak zostało już napisane we wstępie: „To nie będzie łatwe, ani przyjemne. Znajdziesz w tym dużo brudu i doświadczysz kontaktu z uczuciami, z którymi na co dzień nie masz ochoty obcować. Ale warto.”

Sandra Kamińska – copywriterka, fotografka, podróżniczka. Ostatnie 1,5 spędziła na Bali, poznając duchowe nauki naszych przodków oraz współczesne drogi do poznania siebie. Na swoim blogu i instagramie pisze dla kobiet na temat czułości wobec ciała i świata.